niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 3

Kiedy rano zeszłam do kuchni była równa 7:00. Tato siedział już przy barze śniadaniowym w czarnych spodniach od garnituru, białej koszuli i krawacie, który był poluzowany. Choć tato miał czterdzieści lat, wyglądał na trzydziestkę i powiem szczerze, był przystojny. ( dziwie się, że on tutaj nikogo nie ma!). W lewej ręce, którą opierał się o kuchenny blat trzymał kubek, w którym zapewne znajdowała się kawa a drugą ręką przekręcał strony w gazecie.
- Dzień dobry - rzuciłam podchodząc do lodówki, wyciągnęłam z niej sok pomarańczowy i nalałam sobie trochę do szklanki.
- Dzień doby, dobrze ci się spało? - zapytał podnosząc na mnie wzrok.
- dobrze a tobie?
- nie najgorzej - uśmiechnął się - musimy porozmawiać o twojej szkole - zaczął - wolisz iść do polskiej szkoły czy angielskiej?
Nad odpowiedzią nie musiałam się długo zastanawiać, ponieważ już ją znałam.
- propozycja numer dwa - odpowiedziałam po chwili
- jesteś pewna?
- tak tato, w starej szkole byłam w grupie zaawansowanej, poradzę sobie - usiadłam na krześle- Naprawdę - upewniłam go.
- no dobrze - spojrzał na zegarek - porozmawiamy o tym jeszcze gdy wrócę z pracy - podszedł do mnie - jak będziesz miała jakiś problem to dzwoń - pocałował mnie w policzek i  skierował się w stronę wyjścia.
- pa! - krzyknęłam gdy otwierał drzwi i za nim wyszedł usłyszałam krótkie " pa " i zostałam sama w domu. Zrobiłam sobie kilka kanapek, które ułożyłam na talerzu oraz herbatę i podreptałam do salonu w celu obejrzenia czegoś w telewizji. Przegniłam na kanapie w salonie dobre cztery godziny z przerwami na siku.
Gdy znudziło mnie już oglądanie postanowiłam się trochę ogarnąć. Po schodach weszłam do swojego pokoju, otworzyłam szafę i stałam przed nią trochę czasu zastanawiając się w co się ubrać. W końcu wybrałam ten zestaw, włosy związałam w kunsztowny węzeł i postanowiłam zwiedzić okolice. Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz, szłam ulicami co jakiś czas mijając przechodniów oraz kałuże, które powstały gdy dziś rano padał deszcz. Doszłam do przystanku i wsiadłam do autobusu, który miał dowieźć mnie do centrum handlowego. Po dwudziestu minutach spędzonych w autobusie pełnym londyńczyków dojechaliśmy do miejsca w którym wysiadłam.
~*~
Spacerowałam po sklepach i rozglądałam się za czym, co by mi się spodobało, aż w końcu znalazłam. Na jednym z wieszaków wisiał biały sweter, który zapragnęłam mieć. Chwyciłam go i podreptałam w stronę przymierzalni, sięgnęłam po zasłonę i ją odsłoniłam, stałam jak zamurowana gdy dotarło do mnie o zrobiłam
- przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu jest, przepraszam - tłumaczyłam się, zakrywając dłońmi oczy. W środku stał chłopak  w samych bokserkach, nie wyglądał na speszonego. Stał patrząc w prost na mnie, trzymał w dłoniach spodnie, które jak się domyślałam, miał zamiar przymierzyć zanim tu wparowałam.
- Em, mogła byś zasłonić? - wskazywał na zasłonkę, zauważyłam na jego twarzy wyraźne rozbawienie całą tą sytuacją.
- E, tak. Przepraszam - zrobiłam to o co poprosił, odniosłam sweter na miejsce z którego go wzięłam i szybkim krokiem wyszłam ze sklepu kierując się ku wyjściu.
~*~
Kiedy byłam już na ulicy na której mieszkam, omal nie przewrócił mnie czekoladowo-brązowy labrador, skaczący radośnie na mój widok.
- Cześć piesku, gdzie jest twój pan? - powiedziałam, drapiąc go za uszami. Pies machał energicznie ogonem, patrząc na mnie z wywieszonym językiem. Rozejrzałam się dookoła. Wyglądało na to, że szczeniak jest sam.
- I co ja mam z tobą zrobić ty głupi psie? - westchnęłam - w takim razie pójdziesz ze mną.
W jego brązowych oczach rozbłysły wesołe iskierki. Chyba właśnie o to mu chodziło. Pokręciłam głową, chwyciłam labradora za obrożę i ruszyłam do domu. Kidy zostało mi zaledwie 500m, usłyszałam za sobą warkot silnika i w jednej sekundzie poczułam jak zimna fala wody prosto z kałuży ląduje na mnie. Kierowca zatrzymał się, opuścił szybę i wyjrzał. Dostrzegłam, że po stronie pasażera siedzi drugi chłopak. Rozpoznałam tych dwóch, ostatni raz widziałam ich, gdy byłam na lotnisku i zrobiłam z siebie pośmiewisko upadając im pod nogi przed kamerami, aparatami itp.
-  Przepraszam, nie zrobiłem tego celowo - na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Poczułam, że pieką mnie policzki, opanowałam się jednak po mistrzowsku i zmusiłam się do odwzajemnienia uśmiechu
- Nic się nie stało - odparłam. Blondyn zaczął się wiercić i po chwili wyciągnął do mnie rękę
- Proszę, to na pralnie
- Nie dzięki - musiałam zdusić w sobie gniew, co on sobie w ogóle wyobrażał !
- Niall, pospiesz się - pasażer się niecierpliwił. Nagle zauważyłam jak szyba blondyna się unosi i uciska go w gardło.
- No to do zobaczenia - odpalił silnik i powoli ruszył, wyjrzał przez szybę i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się, pomachałam i pokazałam środkowy palec.
- Kretyn - burknęłam i doszłam do domu.
Kiedy weszłam do środka, tato siedział w salonie.
- Cześć, byłaś na polowaniu? I czego jesteś cała mokra?
- Nie, zbieram bezdomne zwierzęta. Spotkałam go na dworze. Czemu jestem mokra? Bo jakiś kretyn wjechał w kałużę.
- To Bessley, pies sąsiadki, chyba powinna być już w domu - odparł
- Zaraz go odprowadzę, tylko się przebiorę.
 Po niecałych 10 min byłam z powrotem. Odprowadziłam szczeniaka do domu. W drzwiach frontowych była wygryziona dziura.
- Czyli to tak się wydostałeś - uśmiechnęłam się i zapukałam do drzwi. Otworzyła mi starsza pani.
- Dzień dobry, znalazłam pani psa - z mojej twarzy nie schodził uśmiech.
- Och, dziękuje - odparła. Po 30 minutach wróciłam do domu.
~*~
Weszłam do swojego pokoju i rozłożyłam się na łóżku, gdy przypomniałam sobie co miałam zrobić. Podeszłam do biurka i usiadłam przy laptopie. W Google wpisałam Niall Horan i na ekranie ukazały  się informacje :
One Directionbrytyjsko-irlandzki boysband. W jego skład wchodzą Liam Payne, Harry Styles, Louis Tomlinson, Zayn Malik i Niall Horan. W VII brytyjskiej edycji programu X Factor zajęli trzecie miejsce. Grupa podpisała kontrakt z wytwórnią Syco Music.
- Nie wierzę ! - krzyknęłam
___________
CZYTASZ=KOMENTUJ
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje rozdział, ale mam kłopoty z internetem. Przez to nie ma też obrazków :(
Mam wielką nadzieję, że tym rozdziałem także was nie zanudziłam, wątek z Horanem niedługo się rozwinie ;))))
DZIĘKUJE ZA KOMENTARZE!!! <3

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 2

  Matce udało się załatwić moje wypisanie ze szkoły, więc już następnego dnia mogłam pakować walizki.
Na lotnisko przybyli moi przyjaciele. Wiedzieli, że wkrótce wyjadę do ojca do Londynu, ale nie spodziewali się, że to nastąpi tak szybko. Kiedy Oliwer i Ana mocno mnie wyściskali, nadeszła kolej na Szymona.
- Będzie mi ciebie brakowało, wiesz?
- Mnie ciebie również - próbowałam powstrzymać wzbierające łzy, ale na próżno. Z całych sił przytuliłam się do jego torsu.
- Ej, mała nie płacz - odepchnął mnie lekko na szerokość swoich rąk i na jego twarzy zagościł uśmiech.  Ja również uśmiechnęłam się przez łzy i pocałowaliśmy się ten ostatni raz.
- Lena pośpiesz się, bo inaczej spóźnisz się na samolot - powiedziała mama. W jej oczach dostrzec można było łzy. Niepewnym krokiem próbowała do mnie podejść, przytulić, ale gdy zobaczyła obojętność wypisaną na mojej twarzy, zrozumiała, że nie mam ani zamiaru, ani ochoty tracić czas na sentymentalne pożegnanie. Sięgnęłam po bagaże i skierowałam się w stronę bramki. Przez ramię obejrzałam się, by jeszcze raz spojrzeć na mych przyjaciół. Wytarłam łzę, która spłynęła mi po policzku i poszłam dalej.
~*~ 
Lot  do Londynu przebiegł spokojnie, choć był dość długi. Prawie całą drogę przespałam a obudziłam się dopiero gdy samolot wylądował. Tato powinien czekać na mnie przed lotniskiem. Kiedy szłam taszcząc za sobą walizkę, spostrzegłam wielki tłum dziewcząt, dziennikarzy i paparazzi, który blokował wyjście.  Na pewno ktoś sławny - pomyslałam i podeszłam bliżej. Próbowałam przedrzeć się do drzwi frontowych, ale bez skutku. Może jak poczekam chwilę, to niedługo wszystko się uspokoi a ja będę mogła spokojnie wyjść. Niestety, po upływie dwudziestu minut nie było rezultatów a moja cierpliwość się wyczerpała. Na siłę przepychałam się do barierki, która oddzielała fanki. Dźwignęłam do góry walizę, podniosłam lewą nogę i prawie udało mi się przejść, kiedy czyjeś ręce popchnęły mnie a ja niezdarnie ( krzycząc głośne, polskie O KURWA !! ) wylądowałam tuż pod stopami jakiegoś chłopaka? mężczyzny? nie wiem. ( wiecie od spodu ciężko się z czaić ). Dopiero gdy wymieniony powyżej pochylił się i pomógł mi wstać, ukazując szereg białych zębów przyjrzałam się dokładniej rysom jego twarzy. Chłopak wyglądał na 19-20 lat z burzą blond włosów, miał piękne niebieskie oczy, w których każdy mógłby utonąć. Ubrany w szarą bluzkę z długim rękwem i ciemne dżinsy z niskim krokiem.
- Nic ci nie jest? - tyle zdołałam zrozumieć, ponieważ kilkaset dziewcząt w mniej więcej moim wieku krzyczało na całe gardło :
" I LOVE U NIALL!", " HARRY MARRY  ME ", " LOUI SMILE ", " LIAM YOU ARE DAMN SWEET", " FUCK ME ZAYN " ( nie powiem, ale kiedy to usłyszałam, aż mnie zatkało ) 
Niall? Harry? Loui? Liam? Zayn? ( jak boga kocham, gdzieś już słyszałam te imiona, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie) 
- Nie, nie, dzięki - wymamrotałam i skierowałam się do wyjścia. Błądziłam wzrokiem po okolicy, aż w końcu znalazłam to, czego szukałam. Po mojej lewej stronie stał tato z tabliczką, na której było napisane  niezdarnym pismem, które tak dobrze pamiętam : " CZAJKA LENA, CÓRKA KRZYSZTOFA ". Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i szybko pobiegłam w jego stronę. Gdy wpadłam mu w ramiona, lekko się zachwiał, ale na szczęście  szybko odzyskał równowagę. 
- Cześć córciu 
- Tak się cieszę, że cię widzę - zaczęłam - przepraszam, że tak długo, ale wyjście było zabarykadowane przez wielki tłum, możemy już jechać? - na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. 
Dotarliśmy do Bradford, gdzie od tej pory miałam mieszkać. Weszłam do mojego nowego domu i ukazał mi się wielki, przestronny salon cały na biało z wyjątkiem lewej ściany na której stał wielki plazmowy telewizor. Tuż przy szklanych drzwiach, które prowadziły zapewne na taras stały spiralne schody.
- Na górze jest twój pokój - tato wskazał ręką na schody - idź się rozpakuj, a ja zrobię coś do jedzenia.
Weszłam po schodach na górę i otworzyłam pierwsze lepsze drzwi, weszłam do środka sprawdzić czy to pokój, niestety była to łazienka. Za drugim razem miałam więcej szczęścia i trafiłam na sypialnie. Tak samo jak salon, była cała biała. Kiedy wszystko uprzątnęłam a walizkę wepchnęłam walizkę pod łózko i zeszłam na dół.
~*~ 
Gdy mikrofalówka dała sygnał, tato zerwał folię i położył ją na blacie kuchennym. Wyłożył posiłek na dwa talerze przy czym jeden podał mi. Jedzenie ( jakaś zapiekanka ) smakowała okropnie, wierzch zamiast chrupiącej warstwy ciasta pokrywała rozmiękła gumowa breja, nadzienie było miejscami lodowate a gdzieniegdzie zbyt gorące, za to wszędzie tak samo kleiste.
- Jadasz tak cały czas ? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Powiedzmy. Czasem chodzę do restauracji, kupuje na wynos albo po prostu zamawiam przez telefon - odparł ojciec.
- Nauczę się gotować, zobaczysz - rzuciłam wstając z krzesła. Podeszłam z talerzami do zmywarki i sprawdziłam opakowanie, które tato zostawił na blacie. Widniał na nim wielki napis NIE PODGRZEWAĆ W MIKROFALÓWCE - westchnęłam. Teraz wiemy dlaczego smakowało tak okropnie.
~*~ 
Zmęczona wydarzeniami z całego dnia, wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam pod kołderkę w swoim nowym łóżku i szybko zasnęłam.

_________________
CZYTASZ = KOMENTUJ
przepraszam, że tak późno dodaje x
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam.
Dziękuje za wasze komentarze !! <3
+ Zapraszam do http://weruska-blog.blogspot.com/ ;)))

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 1


- Gdzieś ty była ?! Martwiłam się o ciebie - Kiedy weszłam do domu, automatycznie podniosła się z kanapy i szybkim krokiem pokonywała odległość między nami. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, spojrzałam na nią jak na wariatkę, szybko ominęłam i weszłam na pierwszy stopień schodów, które prowadziły na górę. - Odpowiedź gdzie byłaś ! - nakazała.
Stanęłam w pół kroku, odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na nią.
- A co cię to w ogóle obchodzi co? - powiedziałam przez zaciśnięte zęby - Ty mówisz, że się martwiłaś? Przez te dwa dni ile razy próbowałaś się ze mną skontaktować? Zapytać gdzie jestem? No ile? - Nie odpowiadała. - Nie pamiętasz? To ci przypomnę. Raz do mnie zadzwoniłaś RAZ przez te całe dwa dni, tak zachowuje się osoba która się martwi? Śmieszne- Prychnęłam.
- Nie odzywaj się tak do matki! - usłyszałam głos, który dochodził z salonu. Leon ( Bo tak nazywał się kochanek matki. Beznadziejne imię, tak samo jak jego właściciel ), który przed chwilą siedział na kanapie i sączył piwo przed telewizorem. Teraz wstał i kierował się w moją stronę.
- Pieprz się, nie jesteś moim ojcem - rzuciłam i pobiegłam schodami do swojego pokoju. Kiedy znalazłam się już w wewnątrz zatrzasnęłam za sobą drzwi, osunęłam się na podłogę opierając się o nie plecami, zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. Gdy tylko się uspokoiłam, wstałam przeczesując włosy, kiedy podeszłam do biurka rzuciłam torbę w kąt pokoju i usiadłam na krześle. Odpaliłam laptopa i już po chwili byłam zalogowana na Twitterze. Nie miałam  zbyt dużo znajomych, więc moje interakcje nie były duże. Postanowiłam zajrzeć jeszcze na pocztę ( miałam nadzieję, że tatulek pozostawił coś po sobie ), niestety nic. Żadnych nowych wiadomości. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dwudziesta. Udałam się więc do łazienki by wziąć prysznic. kiedy skończyłam wytarłam dokładnie włosy, przeczesałam je i wysuszyłam, wyszczotkowałam zęby, założyłam bielizną i swoją ulubioną koszulkę ze znakiem supermana. Dowlokłam się do swojego wygodnego łóżka i zasnęłam, zanim głowa opadła mi na poduszkę.
Jak zwykle od poniedziałku do piątku budził mnie ten sam budzik ustawiony na 7.20. Przeciągnęłam się leniwie przy czym spuściłam nogi z łóżka. Korytarzem skierowałam się do łazienki, obmyłam twarz, wyszczotkowałam zęby i nałożyłam lekki makijaż. Wyszykowana zeszłam na dół, podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej karton mleka oraz płatki zbożowe. Usiadłam przy barze śniadaniowym i w niecałe dziesięć minut w misce nie było nic, wzięłam z krzesła torbę, zawiesiłam ją sobie na ramieniu i wyszłam na przystanek. 
Kiedy dojechaliśmy na parking szkoły a ja wysiadłam z autobusu dostrzegłam Szymona ( mojego obecnego chłopaka z którym spotykam się od kilku miesięcy i z którym będę musiała niedługo zerwać, ponieważ jak już wiecie wyjeżdżam do ojca ), Oliwera i Anastazję, którzy czekali pod bramą. Kiedyś w szkole uważano mnie za kujonkę, grzeczną dziewczynkę, która nie potrafi złamać zasad, ale gdy nasza rodzina się rozpadła, ja zmieniłam się o całe 180 stopni. Teraz uważa się mnie za buntowniczkę. Mam spotkania z pedagogiem szkolnym ( Nie wiem w ogóle po co, ale mniejsza )
- Hej wszystkim - powiedziałam, gdy podeszłam bliżej. W odpowiedzi usłyszałam " Cześć ", " Hej " oraz
- Witaj piękna - o bramę opierał się Szymon. Uniósł do usta papierosa, zaciągną się głęboko i rzucił niedopałek na ziemie. Przydeptał go i obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Miał na sobie przetarte dżinsy, białą podkoszulkę oraz bejsbolówkę. Brązowe włosy tworzyły artystyczny nieład na głowie. Wyciągnął ręce, żeby mnie uściskać. Z uśmiechem wpadłam mu w ramiona i delikatnie musnęłam jego wargi. On jednak oddał pocałunek ze zdwojoną siłą.
- śmierdzisz - stwierdziłam .
- To przez te szlugi - odparł
- Zły nałóg
- jeden z wielu kochanie - posłał mi uśmiech. Całą czwórką weszliśmy do budynku.
                                                                         ~*~
Po czterech lekcjach zasłużyłam na lunch. Szłam z Anastazją w stronę stołówki, kiedy dogonił nas Szymon i Oli i całą paczką podążyliśmy do naszego stałego miejsca.
Ja oraz Szymek siedliśmy na przeciwko pozostałej dwójki. Ana wyciągnęła swoje drugie śniadanie, zajrzała do torby i na twarzy pojawił się grymas.
- Jezu, matka znowu dała mi marchewkę, ile razy można powtarzać? Następnym razem do kuchni wejdę z transparentem " NIENAWIDZĘ MARCHEWEK " - odłożyła papierek - a ty Oli co masz dobrego? - uśmiechnęła się słodko.
- pączka z czekoladą, ale ci nie dam - uśmiechnął się chytrze
- A to niby czemu ?
- Bo i tak się w spodnie nie mieścisz - wyszczerzył zęby w uśmiechu
- Idiota - szturchnęła go w ramie. Spostrzegłam kątem oka, że Szymek ledwo co dusi śmiech.
- Oj przestań, mówiłem ci dziś, że ładnie wyglądasz? - zrobił słodkie oczy i spojrzał na nią.
- Nie - uśmiech pojawił się na jej twarzy
- Znaczy, że krew wciąż dopływa do mózgu - teraz wszyscy wybuchli śmiechem, nawet Ana.
Kiedy w stołówce rozległ się dzwonek sygnalizujący koniec przerwy, tylko ja nie wstałam z krzesła.
- A ty co, nie idziesz? - zdziwiła się przyjaciółka
- Nie, idę do  pedagoga - przewróciłam oczami
                                                                               ~*~
- Witaj Lena - uśmiechnęła się promiennie.
- Dzień dobry - przybrałam obojętny ton.
 Była ubrana w ołówkową spódnice, białą elegancką koszulę. A kiedy spojrzałam w dół, na nodze pod rajstopami ( POD RAJSTOPAMI?!) wisiał łańcuszek. Jej gabinet też nie był zbyt piękny. Jedna połowa była zielona a druga różowa. Na ścianach było dużo dyplomów obrazków itd. Tuż przy oknie po prawej stronie stało biurko i na przeciwko siebie dwa krzesła.
- Masz jakiś problem? Możesz mi zaufać i wszystko powiedzieć. Wiedz, że to zostanie między nami.   Prychnęłam i skrzyżowałam ręce na piersi. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać nawet o tym jaka jest dziś pogoda a co dopiero czy mam jakieś problemy. Zerkałam na zegarek i modliłam się w duchu by ta godzina jak najszybciej minęła.
- Wiesz, mam córkę w twoim wieku - zaczęła
- Współczuje - mruknęłam . Resztę spotkania siedziałam nie odzywając się. po 35 minutach chyba zrozumiała, że nie mam zamiaru zabierać głosu, więc wypuściła mnie wcześniej. Nie wiem po co ona w ogóle prowadzi ze mną te spotkania, jestem wolnym słuchaczem a ona gada sama do siebie ( Bezsensu )
 ~*~
Po szkole wróciłam prosto do domu, nie zwracając uwagi na matkę i Leona weszłam na górę i włączyłam laptopa, pierwsze co zrobiłam to  sprawdziłam pocztę. Ku mojej uciesze była w niej wiadomość od tatulka
________________
CZYTASZ = KOMENTUJ
jeśli chcecie być informowani o nowym rozdziale na tt w komentarzach  podawajcie swoje nazwy;)))) 
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam tym rozdziałem, już niedługo wszystko się zacznie ;)))

sobota, 9 marca 2013

Początek.

Wiecie jak to jest kiedy wasza rodzina jest szczęśliwa? Spędzacie ze sobą mnóstwo czasu a rodzice cie rozumieją? Aż w końcu pewnej soboty, kiedy wracasz wraz z tatą z meczu koszykówki wchodzisz do domu i zastajesz swoją matkę w objęciach innego mężczyzny? Nie? Ja niestety wiem. Tamtej soboty wszystko się skończyło. ( od tamtej pory, znienawidziłam ją do granic możliwości)
                                                            ***
Tata zawsze powtarzał, że mama była jego pierwszą miłością. Mówili, że poznali się na letnim obozie. Mieli wtedy po siedemnaście lat. " Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia " - mówił  za każdym razem gdy wspominali tamte czasy. " Ze mną było inaczej, musiało minąć trochę czasu za nim zrozumiałam, że go kocham " - odpowiadała mama.
A kiedy pytałam jak to się stało, że zaczęli się spotykać oboje migali się od odpowiedzi. Kiedy byłam mała, nie rozumiałam dlaczego nie chcą mi powiedzieć, ale gdy tylko podrosłam zaczęłam podejrzewać o co tak naprawdę chodziło ( podejrzewam, że wy też czaicie o co chodzi ;> )
                                                           ***
 Wracając do tematu, kilka  miesięcy po tym jak skończyło się to całe bieganie od jednego sądu, do drugiego ( no wiecie, rozwód itd ) tatulek został przeniesiony do Londynu, na stanowisko dyrektora studia nagraniowego.
Uzgodniliśmy, że gdy tylko kupi mieszkanie i wszystko uporządkuje. Przeprowadzę się do niego. Ale jak na razie muszę mieszkać z matką i jej nowym fagasem.

_________-____________
CZYTASZ = KOMENTUJ
to dla mnie bardzo ważne ;)))